środa, 22 kwietnia 2015

Niebanalne słowne kwiatki


Wiecie co? Chyba wolę takiego kwiatka od stu banalnych róż czerwonych, zdychających w wazoniku z wodą w zastraszającym tempie, tak że na trzeci dzień aż żal patrzeć.

Ja mam dużo pracy, moja nielegalna firma korepetytorska rozrasta się coraz bardziej! ;) Kiedyś założę taką prawdziwą, ale nie będę tak zdzierać z ludzi jak szkoły językowe.

Pavulon jest chory, prześlijcie mu trochę pozytywnej energii!!!

P.S. W odcinku gościnnie wystąpił Seba, Mistrz Sucharów i Gier Słownych. Jego teksty powinno się zapisywać, ale nikomu się nie chce, bo ciągle nimi rzuca i byłoby tego za dużo.

piątek, 13 marca 2015

Wampirek Ortodontyczny

W środę założyli mi aparat i muszę nosić dodatkowo takie gumki...Mama nazywa mnie Wampirkiem.


Nie no, tak nie wyglądam. Tak naprawdę wyglądam tak:


Generalnie nie polecam zakładania aparatu, jeśli następnego dnia idziesz do pracy. Ja wczoraj wytrzymałam dwie godziny i musiałam wrócić do domu, przysparzając kłopotu mojej pani manager...

Ale! Będę może pracować gdzie indziej! Wszystko się zaczęło rozkręcać, jak wrzuciłam na luz i przestałam się przejmować, że nic nie znajdę. Dziś miałam mieć rozmowę w szkole językowej, ale na stronie był ich stary adres i pojechałam w złe miejsce...Pani mnie bardzo przepraszała i spotkanie przełożono na przyszły tydzień XD

A teraz ćpam Apap, mam ochotę zrywać tynk ze ścian, zwinąć się w kłębek i płakać. Przed zerwaniem tego żelastwa powstrzymuje mnie myśl, że za tydzień ponoć ma nie być tak strasznie...wie ktoś coś na ten temat?

Póki co jestem na etapie jedzenia kaszy mannej, budyniu, kiślu (kisielu?), rozpaćkanej owsianki bez dodatków, koktajli i generalnie zmiksowanych wersji wszystkiego. Kochany Paweu mi gotuje i na wpół śniący idzie nad ranem po tabletki. A! I znalazłam w Biedronce mleko bez laktozy!!! Choć o dziwo, przyzwyczaiłam się do owsianki na wodzie. Teraz czekam na powrót żurawiny i orzechów. Trochę sobie pewnie poczekam...

Dziwne uczucie, mieć na zębach takie druty...

Pierwsza reakcja Mamy: "...to jak Ty się będziesz całować...?"

Cóż, na razie to z nikim się nie całuję, bo leżę i zwijam się w kulkę.


Dziś jest Pomorska Noc Matematyki, a jutro Dzień Liczby Pi i Koło Matematyków ma duużo roboty. Paweu ma wykład o szacowaniu niemieckich czołgów, więc całą noc kleiliśmy małe czołgi-rekwizyty. Może będę uroczą asystentką robiącą za maszynę losującą! :D

Na koniec przedstawiam Wam osateczną (mam nadzieję) wersję okładki do Opowieści z Północy! Dam znać, jeśli wyjdzie w nakładzie większym niż biblioteczno-uczelniany...bardzo ciekawe są te opowieści! I są tam moje ilustracje, jaram się!!!



Dobranoc!

wtorek, 3 marca 2015

Przeprowadzki, praca i problemy natury egzystencjalnej


Czyli życie zmieniło się o 360 stopni!

Nie, to nie jest dość popularny błąd przez niedopatrzenie, my naprawdę tak od zawsze, nic się nie zmieniło.

Uczę się sztuki przetrwania w dziwnym świecie skarpet finezyjnie porozrzucanych na podłodze, wspólnych zakupów, kompromisów, porannych walk o łazienkę (gdy w mieszkaniu oprócz nas mieszkają jeszcze cztery osoby)...i cieplutkich obiadów czekających w kuchni, gdy wracam głodna do domu. Więc chyba nie będzie aż tak źle! ;)

A tak poza tym, to wybrałam się na spontaniczną wycieczkę do Wrocławia (znowu-chyba jestem tam częściej niż w rodzinnym mieście). Pierwszy raz odważyłam się wyjść na "streeta" i pograć trochę na gitarze. Efekty poniżej:


 Zimno było niezmiernie, jako że graliśmy dość późno, więc po dziesięciu minutach nie miałam czucia w palcach. Ale w ciągu zaledwie kilku minut zdążyłam zyskać widownię złożoną z naćpanego (najprawdopodobniej) osobnika, Pana Żula z psem Sabiną (wrzucił mi złotówkę, naprawdę, porządny gość!) oraz...Człowieka-Drzewo. Zachęcam wyjść kiedyś przy okazji na Wrocławski rynek i przekonać się osobiście, jak bujna może być wyobraźnia po LSD. Człowiek-Drzewo dał mi nawet swoją wizytówkę, a ja polecam zapoznać się z jego bogatym portfolio na popularnym portalu społecznościowym!


Spodobał mi się ton, jakim Kuny to powiedział, czego niestety nie mogę oddać na rysunku. No ale obiecałam mu, że będzie na dżemie, więc jest. Kuny jest korpo...(tu wstaw dowolne zwierzę/przedmiot użytku domowego służący do wycierania naczyń, jakie przychodzi Ci na myśl), ale ja tego nie powiedziałam XD

Z chłopakami to jest tak, że możesz mieszkać w pokoju bez drzwi (i jednej ściany), drzeć mordę na środku rynku, a w kefcu przedstawić się jako Ciastko, Karmel i Czekolada (wiedzieliście, że w kefcu pytają Cię o imię? Jak w Starbucksie! Nie wiem czy we wszystkich, czy tylko tam, bo chodzę tam tylko na przykład na gastrofazie o 23, jak mnie tam ktoś zaciągnie demokratycznym prawem większości).

A, nie ma to jak po ośmiu latach użytkowania skanera dowiedzieć się, że możesz zmienić rozdzielczość z 200 do 600, a na programie do skanowania na komputerze nawet do 1200. DAMN!


Współlokatorki się z nas śmieją. Ale spokojnie, na wszystko przyjdzie czas!

Naprawdę dobrze jest mieć takiego Pavulona, zwłaszcza przy szukaniu pracy, jak dostaję praktycznie depresji wskutek fantastycznego funkcjonowania rynku pracy w naszym pięknym kraju (w tym miejscu przypomniałam sobie komentarz do mojego posta, w którym rzekomo hejtowałam Polaków w porównaniu z innymi narodowościami-teraz faktycznie to czynię, a mianowicie niezmiernie irytują mnie ludzie, przez których ten kraj jest taki, jaki jest. Zatrudnia się menedżerów, riserczerów, asystentów junior do spraw konsultingu czy innych pracowników o mądrze (w teorii) brzmiących nazwach, ale w tym wszystkim zapomina się o odpisaniu na maila do kogoś, kto być może potrzebuje pracy na wczoraj, bo nie ma z czego zapłacić za gaz i wyżywić własnej rodziny. Taka mała dygresja o problemach natury egzystencjalnej.).

Na coś się ten Pavulon przydaje :3


Póki co robię to, co lubię, czyli udzielam korków z angielskiego (Gdańsk! Chce ktoś korki z angielskiego? Polecam się!!).

I wiecie co?

WIOSNA IDZIE!

Dobranoc :)

niedziela, 22 lutego 2015

Randomowy post.


Taka codzienność ze świrami.

Nowe dżemy bardzo pragną być narysowane, ale póki co się przeprowadzamy. 

I wiecie co? Pracowała żem sobie jako hostessa i to jest całkiem zabawne. Raz zostałam nawet zapytana o numer telefonu ;P

Tytuł posta mówi sam za siebie, dziś będzie chaotycznie i bez sensu...zaraz, a to nie tak jak zwykle?
Randomowy post...to tak jakbyś poszedł do sklepu i wybrał pierwszy lepszy dżem nawet bez patrzenia na smak, a potem w domu by się okazało że jest truskawkowy, a Ty nie lubisz truskawek i...

No dobra, taki scenariusz by się nigdy nie zdarzył. I nie, wcale nie dlatego, że zawsze skrupulatnie studiuję skład dżemu oraz wszystkich produktów, które kupuję w sklepie, tylko po prostu...no kto nie lubi truskawek?!

A'propos truskawek, to dzisiaj mam imieniny i Pavulon kupił mi pudełeczko takich słodkich, z Hiszpanii aż sobie jechały do Biedronki, a ja je sobie zażyczyłam i mi musiał kupić! Ten to ze mną ma...
...a jakie one były dobre, a jakie soczyste i fantasticzne! (znacie ten tekst? spróbujcie to powiedzieć z wielkim entuzjazmem i szwedzkim akcentem - tych, co dalej nie wiedzą, o co chodzi, odsyłam do Food Emperora, mojej nowej miłości z jutuba :3 https://www.youtube.com/user/FoodEmperor)

Wiecie że okazało się, że nie mogę pić mleka? No i ogólnie nie mogę jeść niczego co ma mleko. Czyli praktycznie wszystkiego...no, wszystkiego, co lubię.
Owsianka na wodzie.
NA WODZIE.

TToTT

Nie rycz, przyzwyczaisz się.

...no ale jak to tak na wodzie.

TT____________________TT


<dwie godziny później, po wypłakaniu limitu łez nad rozlanym mlekiem>

Obczajcie sobie projekt okładki do "Opowieści z Północy", do których robiłam też ilustracje. Podoba Wam się? (wyższa klasa abstrakcji, nie wiem czy w ogóle widać, co ona przedstawia - ktoś zgadnie?)



Pozdrawia Dżem. Pavulon też pozdrawia i poleca. Idziemy robić jakieś mięso na obiad, coś wymyślił dobrego, ale to chyba nie jest polędwica.

sobota, 7 lutego 2015

Zakręty


Jakbyście nie mieli co zrobić z zakrętkami, zapraszam TUTAJ !

A tak poza tym to zawsze zbierajcie zakrętki. Ponoć plastik się szybciej rozkłada, a nuż jakaś okazja do zrobienia czegoś dobrego się nadarzy :)

wtorek, 20 stycznia 2015

Wariackie Wypady

Czeeeść wszystkim! Wróciłam cała i zdrowa, najpierw z Danii, a teraz z południa naszego pięknego kraju. Z owej wycieczki zdam Wam teraz relację, więc będziecie pływać w dżemie.


Najpierw odwiedziłam Bartusia w Warszawie...i było prześmiesznie. Zwiedziłam Manufakturę Cukierków. Przez pół godziny gapiłam się, jak ludzie robią cukierki i cieszyłam się jak dziecko. A potem nie mogłam wyjść z podziwu, jak oni zrobili w środku taki mały wzorek...

Swoją drogą, te materace dmuchane to była zmora mojego wyjazdu, który upłynął mi pod znakiem niewyspania! Ale na szczęście później już udawało mi się dorwać jakieś wygodne łóżka. 

Generalnie Pavulon był jakiś dziwnie miły, pisał mi codziennie "Dzień dobry" i doszłam do wniosku, że muszę częściej wyjeżdżać. :D


Dużo żem jadła w restauracjach i piła kawusi w kawiarenkach (za hajs rektora baluj), więc mój portfel ucierpiał wielce. Ale niedługo muszę iść do roboty, więc jakoś nadrobimy straty.

A Bartuś jest takim słodziakiem (on chyba nie lubi tego określenia), że ja się przy nim nie mogę normalnie zachowywać! Więc przez dwa dni byłam Fujarą. A, no i jeszcze "chłopakiem", bo nie dam sobie ponieść plecaka. Ogólnie przez trzech różnych kumpli zostałam obdarzona jakimś nadmiarem męskich cech...jeden powiedział, że jestem "ziomalska". O_O" Ja wiem, że mój mózg czasem działa jak u faceta, ale chyba nie aż tak często!


Wrocław, moje zdecydowanie najulubieńsze miasto w Polsce! Nawet pomimo przemakających butów.


"Meg, co chcesz jutro robić?"
"Hm...IDZIEMY W GÓRY"

". . ."
"?"
"No dobra!"
:D

Zawsze uważałam, że urodziłam się nad morzem, żeby całe życie tęsknić do gór. I nigdy jeszcze w nich nie byłam, bo jakoś mi było samej nie po drodze...więc mój pierwszy szczyt (jakże imponujący - Ślężę XD) zaliczyłam zimą. Przewróciłam się jakieś 17 razy, ku uciesze reszty drużyny. Cud, że mi się nic nie stało (nie licząc siniaków na każdej części ciała).


Dnia piątego nie miałam wyjścia - musiałam być Damą, bo nawet mi się nie udawało zapłacić za samą siebie, a co dopiero za Pawła, mego najlepszego kumpla na świecie (i chyba największego Świra, jakiego znam)! Z Pawłem widzę się średnio raz na pół roku, pewnie dlatego dalej się przyjaźnimy ;P. Paweł lubi brać mnie na barana i pytać ludzi, czy chcą mnie kupić, albo gdzie jest najbliższy targ niewolników (swoją drogą co z niego za pan, skoro nosi swojego niewolnika na plecach? XD No ale efekt jest zazwyczaj dość pocieszny.). Można z nim robić udawane awantury w restauracjach. Chociaż oboje uznaliśmy, że nie wytrzymalibyśmy ze sobą dłużej niż dwa dni.

Za dużo wrażeń! Jestem okrutna.


O tak, pamiętam to dobrze. Jakoś wtedy nie trzeba było wstawać o 7 (jak szliśmy w góry to trzeba było o 5:15!), dzień trochę leniwy...wszak następnego dnia ruszamy z Pawłem do Pragi!


No, miało być o tych trzech Pragach, nie? Jedna w Warszawie, jedna w województwie bodajże opolskim, a jedna w Czechach...tylko że ta ostatnia się nie udała (mówiąc wprost - nie udała się przeze mnie)! Miała być wspaniała wycieczka (i zarazem mój pierwszy duży wypad autostopem!) do Muzeum Alfonsa Muchy, ale pogoda mnie pokonała. Może to i dobrze? Przynajmniej pojadę jak będzie ciepło. A wracając Paweł nie dawał mi żyć, opisując malownicze przedmieścia Wrocławia, gdzie znajdują się "sklepy, w których można zaopatrzyć się w jedzenie na podróż do Pragi" lub "kwiaciarnie, w których można kupić kwiaty dla kolegi, którego zrobiło się w konia" :D

Do Gdańska wracałam pociągiem, który nie miał przedziałów i wyglądał jak samolot. Rozmawiałam z dziewczyną z Polski i chłopakiem z Japonii, którzy byli na erasmusie w Norwegii - zawsze w pociągach poznaje się super ludzi! Była też akcja z panem konduktorem - dziewczyna wiedziała, że nie mówi po angielsku i udawała, że nie rozumie po polsku, żeby nie czepiał się ich za bilet ulgowy i brak podbitej legitymacji (akurat ich rozumiem, bo też mogłam podbić swoją dopiero po powrocie z Danii). A potem...skończył się prąd i przybyłam zmordowana z półtoragodzinnym opóźnieniem. O_O"

Mam jeszcze trochę nowych dżemów, ale nie wszystko naraz, zostawię sobie trochę na później, jakby mi brakowało weny, cobyście nie czekali znowu trzy miesiące ;) A za tydzień lecę do Anglii, więc może też się jakieś ciekawe rzeczy wydarzą?

Ja nie umiem siedzieć w miejscu :D

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Kwintesencja Zmorowatości po raz drugi


Ja to narysowałam kiedyś w pociągu, jak z Pavulonem jechaliśmy do Brodnicy i tak sobie o tym jakoś przypomniałam...

Ciężkim jestem przypadkiem, nie mogę się zmotywować nawet do tego, by regularnie pisać bloga, NO NIE UMIEM! Już się nie piszę nawet na noworoczne postanowienie, by to zmienić, ustalmy po prostu, że JESTEM LENIWĄ BUŁĄ.

No, ewentualnie jeszcze się trochę wytłumaczę naprawdę napiętym programem zajęć, projektem ilustratorskim, który dobiegł już końca i być może niebawem moje rysunki ukażą się w książce...takiej prawdziwej, drukowanej! Aaa, wolę nie zapeszać...znając moje szczęście wydawnictwo będzie chciało zaoszczędzić na papierze i uzna moje "dzieła" za zbyt szkodliwe dla środowiska marnowanie polskich lasów. Albo innych tropikalnych dżungli, nie wiem skąd oni te drzewa biorą...
Ale może to i lepiej. Lepiej, żeby nie drukowali moich rysunków, byle tylko były lasy, żeby można było pójść i się napawać pięknem tego świata...nie no, tak serio to drukujcie mnie!

Zmora jest małym hipsterem...hej, za tydzień ją zobaczę! Mam nadzieję, że mnie nie zabije za tego dżema.

Chcę już do Polski bardzo, chociaż wiem, że będę tęsknić za tym miejscem. Mogę dodać moją duńską przygodę do moich najcudowniejszych życiowych wydarzeń, które się już nie powtórzą (nie oszukujmy się, mogę nawet się tu przeprowadzić, ale na højskole to już sobie nie pochodzę ;P)

Wybaczcie ten chaos.
Czasem się zastanawiam...może ja powinnam pisać o czymś mądrym? Poruszać tematy tabu, wzbudzać żarliwe dyskusje, które zapewnią mi sto osiemdziesiąt siedem komentarzy pod jednym postem, zajmować się problemami współczesnego świata...?
Chyba już dużo takich miejsc w internetach.
A dżemu nigdy za wiele (no, ewentualnie za mało. kiedyś się ogarnę)!


Pozdrawiam po raz ostatni z Hillerød
Leniwy Dżem

Możecie mi jakieś komentarze pisać, nie obrażę się XD